[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» ONI ŻYJĄ | 1988 | Sci-Fi «

Dziwne, ale to przypadek sprawił, że obejrzałem ten film. Nie pamiętam dokładnie, ale przypuszczam, że było to około 1996, a może 1997 roku: dosyć często odwiedzałem wtedy zaprzyjaźnioną (bo pracowała tam moja ciotka), położoną niedaleko mojego domu wypożyczalnię kaset, popularnego wtedy sytemu VHS... Prawie za każdym razem moje kroki kierowały się w stronę alejki oznaczonej jako "Horrory" - dziwnym jednak trafem okładka "Oni żyją" przyciągnęła mnie z innego działu (zapewne film nie był odłożony na właściwe miejsce) i nie wiadomo czemu, bez czytania nawet streszczenia filmu z tyłu pudełka, wypożyczyłem go. Na moje szczęście - "They live" okazał się jednym z moich ulubionych filmów sf! Szkoda tylko, że dzisiaj to tytuł chyba zapomniany i mało znany szerszej publice.

Film został wyprodukowany w 1988 roku, a scenariusz i reżyseria jest dziełem jedno człowieka - Johna Carpentera, który po dziś dzień jest nazywany "mistrzem grozy". Dlaczego? Jeśli bałeś się podczas oglądania choćby "Coś" lub "W paszczy szaleństwa", to z pewnością wiesz o czym mówię, jeśli nie... to raczej nie możesz uważać się za fana kina horror/s-f.

Pomysł historii przedstawionej w "Oni żyją" według mnie jest świetny. Film opowiada historię człowieka z nikąd, Johna Nady, który to po utracie pracy i z braku dalszych perspektyw zmuszony jest do wyjazdu z rodzinnego miasta. Przyjeżdża do Los Angeles w poszukiwaniu swojej szansy na godne życie. Jest to miasto kontrastów - to właśnie tutaj szczególnie widać różnice pomiędzy klasą średnią a zwykłymi robotnikami. Ci pierwsi opływają w luksusach, drudzy - prowadzą codzienną walkę, dosłownie o przeżycie. Znalezienie pracy człowiekowi takiemu jak Nada okazuje się mimo chęci trudne, w końcu jednak za minimalną pensję dostaje zatrudnienie na budowie, a w przykościelnym przytułku dla biednych - dach nad głową. Nasz bohater trochę przypadkiem, trochę wiedziony wrodzoną, niezdrową ciekawością, odkrywa prawdziwą, ukrytą działalność przytułku: nadawane są stamtąd transmisje telewizyjne, o osobliwej, nawołującej do buntu treści. Buntu przeciwko komu i czemu? Od tej pory Nada znajduje się w samym centrum dziwnych, niezrozumiałych dla niego wydarzeń - kolejnej nocy przytułek zostaje zaatakowany i zniszczony przez policję, a zdezorientowana i zszokowana ludność zamieszkująca go zmuszona do ucieczki. Jest wśród nich i nasz bohater, który podczas tych wydarzeń dziwnym trafem wchodzi w posiadanie kartonowego pudła o nieznanej (jak dotąd) zawartości. Niedawne wydarzenia rodzą tylko kolejne pytania bez odpowiedzi: do kogo były skierowane transmisje i o czym mówiły? Dlaczego policja zaatakowała bezbronnych, biednych ludzi? Odpowiedź, a właściwie narzędzie do jej znalezienia, kryje w sobie kartonowe pudło. Początkowo zaskoczony i poirytowany tak błahą jego zawartością - bo znajdują się w nim przecież tylko zwykłe, przeciwsłoneczne okulary, odkrywa ich niecodzienne właściwości: otaczający go świat okazuje się nie takim, jaki się wydaje. Prawda jest zaskakująca: pośród zwykłych ludzi żyją kosmici, zakamuflowani, niewidoczni - co oni tu robią? Okazuje się również, że prawie całe (bo reszta jest "podkupiona" dobrami materialnymi) społeczeństwo jest manipulowane - każdy przedmiot użytku codziennego, pieniądze, telewizja, prasa - praktycznie całe otoczenie niesie ze sobą ukryty przekaz niewidoczny dla zwykłego człowieka, lecz sterujący nim wbrew jego woli. Nie zastawiając się zbytnio Nada postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i odszukać grupę ludzi z przytułku, którzy wiedzą już to co on.

Reszty fabuły nie będę zdradzał - dalej jest już tylko bardziej ciekawie i... krwawo. Nada to człowiek czynu, a nie dialogu - w kwestii opuszczenia ziemi z kosmitami pertraktuje karabinem maszynowym tudzież shotgunem, a nie dobrym słowem. Historia, opowiedziana w "Oni żyją" to jeden z mocnych punktów tego filmu: początkowo rozwija się spokojnie i powoli, także widz który po raz pierwszy ogląda film nie za bardzo wie czego się spodziewać. I właśnie tu leży siła "They live" - w zaskoczeniu oglądającego prawdą o otaczającym świecie.

Co ciekawe w obsadzie "Oni żyją" nie znajdziemy sławnych nazwisk - aktor wcielający się w rolę głównego bohatera, Roddy Piper, to dawna gwiazda... amerykańskiego wrestlingu! Jego zapaśnicze umiejętności zostały wykorzystane m.in. w kultowej dla mnie scenie walki, z poznanym w przytułku Frankiem. Niewiele jest filmów (lub są nieznane szerszej publiczności), w których mało znani aktorzy potrafią tak udanie wcielić się w grane przez siebie postaci. "They live" posiada tą cechę - tworzy to w efekcie świetne widowisko. Reasumując, uważam, że obsada jest wyjątkowo trafnie dobrana, nie wyobrażam sobie innych aktorów w miejscu tych, grających w filmie.

Kolejną interesującą rzeczą jest ścieżka dźwiękowa filmu. Niezbyt bogata trzeba przyznać, z jednym przewodnim motywem muzycznym, ale co najważniejsze buduje ona klimat filmu, no i oczywiście zapada w pamięci. John Carpenter, również i tu maczał swoje palce - jest współtwórcą muzyki w "Oni żyją". Dialogi w filmie są świetne i co jakiś czas przeplatane "powiedzonkami" Nady: "Wpadłem tu żuć sobie gumę i skopać parę tyłków... problem w tym, że guma mi się już skończyła...". Może nie wszystkim wiadomo, ale część z nich została użyta w jako teksty głównego bohatera w "Duke Nukem"!!

Strona wizualna filmu nie zaskakiwała kiedyś i na dzień dzisiejszy nic się nie zmieniło. Chociaż John Carpenter jest niejako znany również jako mistrz kina niskobudżetowego, to wizualnie "Oni żyją" prezentuje co powinien: brudne i zapuszczone ulice przedmieść Los Angeles w kontraście z jej bogatymi rejonami, ale również odmienione, prawdziwe oblicze "miasta aniołów": czarno-białe, całkowicie pokryte ukrytymi przekazami - wrażenie robi to również obecnie. Ponadto świetna charakteryzacja aktorów jako "obcych" (nawet dziś ich prawdziwe oblicze, budzi lekką odrazę), i efekty specjalne nie powalające może na kolana, lecz spełniające swoją wizualną funkcję.

Podsumowując, "Oni żyją" Johna Carpentera to dla mnie osobiście film kultowy. Oglądałem go kilkadziesiąt razy i z pewnością drugich tyle razy jeszcze oglądnę. Ma on to czego brakuje wielu dzisiejszym szumnym, wielkobudżetowym produkcjom i zarazem to co uwielbiam - tzw. "drugie dno", ukryte przesłanie, myśl którą reżyser chciał widzowi przekazać: jak łatwo jest nami manipulować wbrew woli, jak bardzo możemy uzależnić się od korzyści materialnych nie patrząc na dobro ogółu. Ten film zmienia sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości. Oczywiście nie do tego stopnia, że po seansie człowiek wszędzie doszukuje się teorii spiskowych, ale uczy bardziej sceptycznego i trzeźwego patrzenia na świat. Polecam wam obejrzenie "Oni żyją", warto poświecić na to te półtora godziny życia :).

PS. Istnieje parę ciekawostek, "easter eggs" i innych związanych z filmem, które chciałbym jeszcze na zakończenie wam przytoczyć (źródło: FilmWeb). Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej zapraszam na w/w portal, wybrałem moim zdaniem najciekawsze:
- Scena walki między Nadą (Roddy Piper) i Frankiem (Keith David ) miała trwać jedynie 20 sekund, jednak Piper i David zdecydowali, iż będą walczyć naprawdę udając jedynie ciosy w twarz. Carpener był pod tak wielkim wrażeniem, iż nie skrócił tej sceny...
- Komunikatory strażników są takie same, jak w filmie "Pogromcy Duchów" z 1984 roku. - Pierwszy kosmita, którego przy stoisku z gazetami widzi Nada trzyma w ręku magazyn. Obcy dwukrotnie dostaje za niego resztę.
- Rola Franka została napisana specjalnie dla Keitha Davida. Carpenterowi bardzo podobał się sposób w jaki David zagrał Childsa we wcześniejszym filmie reżysera - "Coś".

Ocena: 9+/10

 

Klapex



[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | GÓRA | DALEJ ]